Islandia jest małą wyspą gdzieś daleko na Oceanie Atlantyckim niedaleko Grenlandii. Ich rynek konsumencki jest malutki. A na dodatek mają swój własny język, którego prawie nikt nie zna. Nie brzmi to jak najlepsze miejsce na biznes.

Czy warto otwierać firmę na Islandii?

Jeśli skupimy się tylko na liczbie potencjalnych odbiorców/klientów na Islandii to rzeczywiście nie jest to zatrważająca liczba – 320 tysięcy mieszkańców to nie to samo co 2 miliony turystów każdego roku. Chyba, że jesteśmy jedynym producentem mleka w kraju 😉 I ten komentarz idealnie pokazuje piękno (biznesowe) tego kraju – przez ograniczoną liczbę ludności i siły roboczej, konkurencja praktycznie nie istnieje (a nawet jeśli to nadal jest pełno miejsca dla innych). Wyobraźcie sobie, że te 320 tysięcy osób kupowałoby tylko u Was z braku innych alternatyw. Tak wygląda sytuacja z producentami żywności. Firmy jak MS od nabiału czy SS od mięsa mają praktycznie monopol. I to niezależnie od smaku.

Potrzeba usprawnień i nowości

Ograniczona liczba rąk do pracy sprawia, że w wielu sektorach jest miejsce na usprawnienia. Dla przykładu jest niechlubną normą, że na Islandii długo czeka się na… wszystko. Od produktów po usługi, od napraw po listy i przesyłki. I gdyby jeszcze to opóźnienie było komunikowane, niestety to zawsze wielka niewiadoma. Oczywiście wynika to z braku ludzi i Islandczycy w jakimś stopniu to akceptują, ale z pewnością doceniliby odmianę.

Z tych samych względów wiele obszarów nie zostało jeszcze zgłębionych. Nadal jest długa lista produktów, których nie można dostać na Islandii. Zmusza to ludzi do ich importowania i ponoszenia dodatkowych opłat, ceł i podatków. Niektóre ze znanych światowych marek nadal nie wkroczyły na rynek islandzki, dając nam możliwość zajęcia się tematem, otworzenia oddziału czy franczyzy. Tak jest np. z marką BOSE, której produktów nigdzie nie można dostać na Islandii. Ostatnio otworzono Costco, supermarket z brytyjskimi produktami spożywczymi, w Reykjaviku. I był to niemały szok dla Islandczyków. Część narzekała, ale każdy chciał zobaczyć. I to jest typowe podejście Islandczyków – jest im dobrze z ich dotychczasowymi rozwiązaniami, ale gdy tylko pojawi się coś nowego dostosowują się bardzo szybko.

Raj informatyczny

Co więcej, stabilna i tania energia oraz najwyższej klasy infrastruktura informatyczna i rozwiązania serwerowe przyciągają inwestorów i przedsiębiorców z sektora IT z całego świata. Według Wskaźnika Rozwoju ICT (Information and Communication Technologies, Teleinformatyka) Islandia jest na 3-cim miejscu w Europie i 4-tym na świecie pod względem najwyższego wskaźnika rozwoju IDI (ICT Development Index)  oraz na 1-wszym miejscu w Europie pod względem infrastruktury energetycznej wg. Światowego Wskaźnika IMD. To czyni z Islandii jedno z najlepszych miejsc pod projekty informatyczne. Nic dziwnego, że wiele z największych korporacji światowych przenosi swoje centra danych (odzyskiwanie i przechowywanie) właśnie na Islandię. Co więcej, współpraca sektora biznesowego z uniwersyteckim działa niebywale sprawnie dzięki czemu powstaje wiele innowacyjnych produktów. To kolejna zachęta.

Dlatego też ciekawym pomysłem jest przeniesienie siedziby głównej firmy na Islandię z jednoczesnym oferowaniem usług lub produktów do innych państw. Wydaje się karkołomne, ale biorąc pod uwagę tanią energię i świetne zaplecze informatyczne oraz wiedząc, że Islandia została ogłoszona najlepszym miejscem do testowania aplikacji i nowych technologii, już tak nieracjonalne to nie jest. Islandczycy nie tylko szybko wcielają nowe technologie, ale też są świetnie usytuowani by być testerami, by zbierać opinie i dopracowywać detale. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Islandczycy często wyjeżdżają na studia i do pracy za granicę do USA, Danii, Norwegii. Zbierają wiedzę, obserwują zachowania i z nimi wracają do kraju.

Start-up’y

I z tego wszystkiego młodzi przedsiębiorcy, zwłaszcza start-uperzy doskonale sobie zdają sprawę. Myślą globalnie od samego początku. Wiedzą, że jeśli ich pomysł okaże się sukcesem na islandzkim rynku, tak też powinno być w USA czy Europie. Islandzia jest swojego rodzaju inkubatorem przed dalszą ekspansją. Dokładnie taki scenariusz zastosowano w projekcie Bungalo.com. Jest to strona, która ułatwia wynajmowanie domków letniskowych na terenie Islandii. Właściciel, Haukur Guðjónsson, po sukcesie na rodzimym rynku wkroczył z powodzeniem na rynek duński a teraz planuje kolejną ekspansję do Kanady.

Największe firmy islandzkie

Do największych islandzkich firm znanych na całym świecie zaliczyć można 66°North (ubrania outdoorowe), Blue Lagoon (park geotermalny), Icelandair (sieć hoteli i linii lotniczych), wspomniane już MS z branży mleczarskiej (kooperatywa 700 mleczarni i farm, producent najpopularniejszego jogurtu islandzkiego Skyr), Samskip (firma transportowa), Hagar (korporacja detaliczna, właściciel popularnego Bonus’a (tani sklep spożywczy) i Hagkaup (sieć supermarketów)), Egills (producent najpopularniejszego alkoholu Brennivin i sody Apelsin (rodzaj Fanty)), Eimskimp (firma transportowa), Simmin (firma telekomunikacyjna), i WOW air (islandzki tanie linie lotnicze).

Dlatego, Islandia może i jest mała z niewielkim rynkiem zbytu. Są na „wygnaniu” pomiędzy kontynentami. I mają swój trudny język, ale z pewnością jest to świetne miejsce na prowadzenie biznesu.