Nie musisz znać Islandzkiego by odnieść tam sukces w kampaniach reklamowych, ale musisz znać parę zwyczajów.

Bez-billboardowo

Byłem dookoła całej Islandii, wliczając w to na prawdę odległe miejsca, małe miasteczka i duże miasta (w miarę islandzkich możliwości). I nigdzie nie znalazłem billboardów, jakie znamy – duże znaki stojące przy drodze lub świecące w miastach na przypadkowych budynkach. Muszę przyznać, że w miastach pojawiają się „duże plakaty” przypominające nieco billboardy, ale są one umieszczane tylko na budynkach, których dotyczą (np. na sklepie Bonus’a jest jego plakat). Albo są w formie znaków informacyjnych jak tam dojechać (ze strzałkami lub kilometrami). Koniec. Nic więcej nie ma. Dzięki temu można rozkoszować się głównie Islandzką przyrodą a nie charą nachalnych reklam.

Taka idylla widokowa jest możliwa z dwóch powodów: pierwszy – to ten sam co dyskwalifikuje drzewa – wiatr (który czasem osiąga nawet prędkość 72m/s). Warto zaznaczyć, że na Islandii było bardzo dużo drzew przed pierwszymi osadnikami. Jednak Wikingowie przynieśli owce i bydło a te potrzebowały pastwisk. Więc wycieli wszystkie lasy by utworzyć łąki. Niestety jedyny gatunek drzewa jaki rósł na Islandii to była brzoza a ich sadzonki są przysmakiem dla owiec. Gdy jednak jakaś przeżyje to wiatr ją zdmuchnie.

Brak billboardów odkrywa widoki, które zachwyca każdego. To tworzy swojego rodzaju presję społeczną by ich nie przykrywać. Ktokolwiek się wyłamie będzie źle odebrany. To kolejny powód.

Cyber społeczeństwo

Przez wzgląd na wszechobecność Islandczyków w sieci (95% gospodarstw domowych jest podłączona do Internetu) i na Facebook’u (72% społeczeństwa) jest to o wiele lepsze miejsce do reklamowania się niż billboard’y. Zwłaszcza jeśli weźniemy pod uwagę niski poziom anonimowości na Islandii wynikający z małej populacji i wielodzietnych rodzin. Islandczycy na prawdę znają wszystkich swoich znajomych na Facebook’u więc ich rekomendacje są prawdziwsze.

Większość Islandczyków jest biegła w obsłudze komputera i zaznajomiona z najnowszymi trendami technologicznymi. Są w grupie wczesnych użytkowników nowych technologii i platform społecznościowych. Islandzki rząd jest tego świadom dlatego zaczął kampanię www.inspiredbyiceland.com by promować turystykę wśród zagranicznych znajomych Islandczyków. W rezultacie turystyka napływowa wzrosła o 20%. Kolejną kampanią, która podniosła świadomość o Islandii w świecie była www.icelandwantstobeyourfriend.com. Media społecznościowe były także wykorzystane do rozmów nad zmianami w konstytucji. Sugestie zmian były opublikowane w poście z prośbą o komentarze i informacje zwrotną (sic!). 

Biegłość Islandczyków w obsłudze Internetu była nawet nagrodzona. Mam na myśli jedną firmę islandzką z branży online marketingu, która wygrała European Search Awards za swoją reklamę Skyr’a (Islandzkiego jogurtu) na rynek brytyjski (https://www.thinkwithgoogle.com/nordics/case-study/skyr-iceland/)

Obecność w popularnych miejscach

Stąd jeśli rozważamy reklamowanie się na Islandii – Internet powinien być pierwszym wyborem. Ale nie jedynym. Wiele firm, zwłaszcza w sektorze turystycznego umieszcza reklamy na autobusach, na budynkach swoich firm (gęsto rozlokowanych na trasie lotnisko – stolica) i w formie ulotek. Ulotki na szczęście nie są rozdawane na ulicach tylko ładnie rozmieszczone na standach w głównych miejscach turystycznych. Każdy tak robi więc to kolejny pewniak.

Innym sposobem na reklamowania się jest przez podjęcie współpracy z firmami, które łączą firmy z danej grupy (jak budget.is łączy różne firmy wynajmujące samochody) albo przez publikację w wyspecjalizowanych magazynach, którymi Islandczycy się zaczytują. Kluczem jest trafić do wąskiej grupy odbiorców.

Nie możemy też zapominać o ustnych poleceniach. To szczególnie ważne na Islandii gdzie każdy Islandczyk może zasięgnąć informacji o danej firmie z pierwszej ręki. Ważne jest więc by pozostawić po sobie dobre wrażenie na każdym kliencie.

Treść, która działa

Jeśli chodzi o treść i obrazy, które działają najlepiej na przyciąganie uwagi Islandczyków to rodzina jest zawsze na pierwszym miejscu. W szerokim tego słowa znaczeniu – relacje rodzinne, spotkania, dzieci, zdrowie. Na drugim miejscu jest tradycja (wszystko od Wikingów po wypasanie owiec). Dalej jest niezależność (też kulturowa i językowa odmienność), surowe warunki pogodowe i naturalne (hardość, zimne kąpiele, spacery po lodowcach, przejażdżki na skuterach śnieżnych) i ostatnie, ale równie ważne piękno Islandii (zdrowe i naturalne). 

Bez zrozumienia tych relacji nie odniesiemy sukcesu na Islandii. Dla przykładu, Islandczycy naśmiewają się z ludzi z parasolkami. To prawie jak oznaka słabości dla nich (prawdziwych Wikingów). Więc handel parasolkami odpada. Ale jako że na Islandii pada praktycznie każdego dnia – to z pewnością jest to nisza. I ta nisza została zapełniona przez Islandzką markę North 66, znaną już na całym świecie. Od 1926 roku tworzy kolekcje ubrań outdoor’owych idealnych na surowe warunki pogodowe. Znali problem i znaleźli rozwiązanie, ale też wzięli pod uwagę realia kraju.